Kable przyczyny i skutku

Niosę zdania o sobie jakby mi zemdlały. Smutek. Czy pourazowy? Czy to wynik zwichnięć i usprawiedliwień?

Myślałam: wciąż mi się przydarza. Okoliczność.
Sprawa, sytuacja. Klęska i nieszczęście.
Zwolnienie z wuefu.
Wszystko, co da się łatwo wylegitymować.

Aż w końcu zrobiono mi zdjęcie: trzymam w ręce kable przyczyny i skutku. I zamykam obieg.

Cała moja rezygnacja z siebie wymaga teraz nagłej interwencji. Czy dzień będzie mój? Kto ten dzień dla mnie zrobi? I czyj jest listopad? Niech zgłosi się do mnie właściciel tego listopada. Niech mnie go nauczy.