We dwie łatwiej się niesie

Wyhodowałam sobie dziarsko długie zapalenie oskrzeli i pracę po nocach. Rano grzecznie pójdę sprawdzić, czy przypadkiem nie urosło jakieś ładne zapalenie płuc, bo tak się trochę dziwnie czuję i jestem cieplejsza aniżeli w wersji standardowej.

Odkrywam teraz nową granicę.
Zniszczalność.
Głaszczę ją po pleckach.
Wyżej siebie nie podskoczę.
Nie wiem, jak się pozbierać.
Ale szanuję się za to, jak bardzo się staram.
Codziennie myślę, że nie dam rady z tym, co mnie jeszcze czeka. I jeszcze jeden dzień daję radę, nie wiem jak.

Od miesiąca codziennie robię sobie zdjęcie.
I patrzę sobie w oczy.
Żeby było nas dwie.
We dwie łatwiej się niesie.